poniedziałek, 6 stycznia 2014
nieznane jajko
Na kasecie magnetofonowej nagrałem dziewięćdziesiąt minut turkotu kolejowego w trakcie zeszłej podróży do Moskwy. W takim czasie mogę przy odpowiednio rozciągniętych torach z cienkich drutów cynowych doczekać się pociągu z dowolnego miejsca na planecie. W razie połączenia wymagającego przeprawy morskiej dodatkowo zaopatrzony jestem w zestaw rosyjskich metalowych klocków do skręcania, dzięki którym mogę zbudować most o dowolnej rozpiętości. Tym razem nasłuchiwałem stukotu kół długo przed przyjazdem spodziewanego pociągu, lecz dopiero w ostatniej chwili zdążyłem przełączyć zwrotnicę, żeby ten mnie nie przejechał. Lokomotywa z hukiem wtargnęła do mojego pokoju wyrywając wejściowe drzwi z zawiasów. Zatrzymała się tuż u moich stóp sycząc złowrogo od przegrzania. trzymałem akurat w dłoni kubek wody kranowej więc ochlapałem nią kocioł lokomotywy, który buchnął gorącą parą.W składzie znajdowały się jedynie wagony wypełnione drobiem jajonośnym,co wywnioskowałem po odgłosach wydobywających się z ich wnętrza i pierza wyfruwającego ze szczelin między sztachetami ich ścian. Chcąc nawiązać z kurami pośredni kontakt chwyciłem zębami nożyczki i naśladując koguta począłem dziobać drzwi wagonu ich ostrym końcem. Tymczasem z lokomotywy wysiadł maszynista, zasłonił szuflą drzwi przed moim metalowym dziobem i oznajmił, że w wagonie, do którego się dobijam znajduje się ptak niezwykły, wart więcej niż cała reszta licząca sześćset sztuk i za drobną opłatą gotów jest pozwolić mi rzucić na niego okiem. Nie miałem żadnych pieniędzy, więc po przeszukaniu wszystkich kieszeni zaoferowałem mu pozłacany kolczyk łańcuszkowy, który zeszłego wieczora znalazłem pod pobliskim trzepakiem. Zgubiła go zapewne jakaś warkoczysta dziewczynka w trakcie wykonywania trzepakowego fikołka. Maszynista wetknął sobie kolczyk w nos i zadzwonił nim radośnie potrząsając głową. Otworzył małe okienko w ścianie wagonu i zaprosił do zajrzenia w jego głąb. Zajrzałem i nic niezwykłego pośród spierzonego tłumu w ciemności nie zauważyłem. -Ptaka należy wyselekcjonować na gorąco- powiedział z błyskiem w oku i skierował się w stronę pieca. Wrócił po chwili trzymając na szufli tlący się węgiełek i wrzucił go przez okienko pomiędzy kury. Usłyszałem nerwowe pianie i gdakanie po czym ciekawość wcisnęła moją twarz w mroczny otwór. Zobaczyłem pomarańczową plamkę węgiełka i miarowo tryskające z niej iskry, a kiedy wzrok mój przyzwyczaił się do mroku zorientowałem się, że to ów niezwykły ptak uderza dziobem w rozgrzaną grudkę.
-Nadzwyczajne, nieprawdaż?- zapytał maszynista, po czym dotknął kolczyk końcem języka.
-Zaiste, jednak ciekaw jestem czy ona, bo mniemam, że jest to raczej kura niż kogut, czy ona te iskierki połyka, a jak istotnie je połyka to co sprawia, że nie parzy sobie ozorka.
-Myślę, że jest to ptak odporny na ogień -powiedział pewnym tonem, ale ja wiedziałem, że coś jeszcze ukrywa.
-Podejrzewam, że owa kura mogła być już wcześniej upieczona, żar nie zadaje jej więc bólu, a co najwyżej nadaje chrupkości.
-Pan jest najwyraźniej wariatem, skoro pan tak myśli, proponuję lepiej oddać mi swój zegarek, za który mogę zaoferować panu jedno z jaj zniesionych przez tę kurę.
Bez zastanowienia zsunąłem z nadgarstka zegarek marki szwajcarskiej, ustawiony na czas moskiewski. Maszynista założył go sobie tuż powyżej kostki na prawej nodze, tak by kury mogły bez trudu odczytać godzinę, gdyby stanął między nimi. Następnie wyciągnął niezwykłą kurę z wagonu i począł ją wyżymać jak mokry ręcznik, aż z kloaki wyłoniło się jajo. Pióra biednego ptaka mieniły się różnobarwnie w świetle mojej lampki nocnej i wydawała ona odgłosy skomlenia i mlaskania, gdy maszynista wpychał ją na siłę z powrotem do pociągu przez mały otwór w ścianie.
-Miło było ubijać z panem interes, ale muszę tę kupę pierza dowieść do celu przed Wielkanocą, żegnam więc i proszę postępować ostrożnie z tym cacuszkiem a nuż coś się wykluje.
Powierzył mej dłoni jajko rozmiaru M i szybkim susem wskoczył do lokomotywy, która buchnęła z tłoka, pisnęła z gwizdka i odparowała w północno-wschodnią dal. Gdy zostałem z jajkiem sam na sam zauważyłem na jego skorupce inskrypcję naszkicowaną cyrylicą. Dzięki uniwersalnemu słownikowi rosyjsko-polskiemu rozszyfrowałem tekst, który zdał się być instrukcją postępowania z nieznanym jajkiem. W jedną dłoń chwyciłem więc patelnię, a drugą uderzyłem jajkiem w własne czoło. Jajko ani drgnęło za pierwszym razem, zatrzęsło się lekko za drugim, a od trzeciego uderzenia pękła mi czaszka, mózg spłynął gładko na patelnię i wesoło zaskwierczał na gazie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Popełniłeś kardynalny błąd. Aby rozbić jajko trzeba uderzać głową w jajko, anie odwrotnie jajkiem w głowę, wtedy rozbijasz głowę.To podstawowe logiczne prawo akcji i reakcji . A tak na marginesie,czy smakował ci Twój mózg i czy po tej uczcie nie rozbolał cię żołądek?
OdpowiedzUsuńAzB