M przesunęła swojego pionka na wyspę
Jawę
-A co mi tam, w aneksie do kazania powiedziane było wszakże, że Błogosławieni ci, którzy zasypiają za dnia, bowiem przyśnią oni jawę śpiących na drugim końcu świata. Różnica stref czasowych chyba się zgadza, a mnie w życiu nie będzie stać na tak daleką podróż.
Zapłaciła złotówkę za każdy tysiąc kilometrów dzielący ją od celu, można więc było zakupić odpowiednią ilość soli jodowanej, którą wsypaliśmy do wanny pełnej ciepłej wody, by uzyskać występujące w Morzu Jawajskim stężenie trzydziestu dwóch promili. Objętość wanny odmierzaliśmy pięcio i sześcio litrowymi butlami po wodzie mineralnej wypełnianymi i opróżnianymi naprzemiennie, natomiast sól zważyliśmy na wadze, jako odważniki stosując podzielne na kostki stugramowe tabliczki czekolady . W łazience przykręciłem również mocniejszą żarówkę halogenową by lepiej odzwierciedlała okołorównikowe słońce i przysunąłem doniczkową palmę, by dawała namiastkę tropikalnego klimatu i cień od rażącej żarówki .
M rozebrała się i weszła do wanny.
- Ciepło, słono i błogo, zdaje się, że żadna katastrofa nie zmąci mi tej morskiej toni, potrzebuję jeszcze błękitu nieba i jakiegoś stworzenia na nim fruwającego.
Pośpiesznie wydrukowałem zdjęcie szybującej mewy, niebieskim flamastrem pokolorowałem niebo i przesunąłem powoli nad jej głową
-Ładnie, ale mógłbyś postarać się o coś bardziej kolorowego, rajskiego ptaka, albo jakiegoś kolibra z tamtych rejonów, wiesz, mewy zlatują się nawet do podrzędnych kałuż centralnej Polski, a ja niewątpliwie chcę być tam na Jawie i to teraz.
M przesunęła swój koralik na nici czasu do granicznego supełka oznaczającego chwilę obecną po czym napięła nić do granic wytrzymałości.
- Do tych nitek powinniśmy dodać jakieś interwały czasu przyszłego albo wręcz ustanowić całe szpulki po tej stronie, bo czuje się teraz jakoś ostatecznie, jakby coś miało się zaraz urwać. Widzę nawet rekina, który do mnie raczy podpływać
Istotnie z powierzchni wody wynurzył się kształt rekiniej płetwy, było to ostrze noża zbliżające się do jej dłoni.
-Niech się mu przyjrzę, to Carcharhinus Ferrus - rekin żelazny, mały, niepozorny i krwawy morderca milionów ludzi i zwierząt, ale z mojej perspektywy nie wygląda wcale groźnie, daje się nawet pogłaskać.
Kredką do oczu namalowała na nożu ślepia, paszczę i skrzela, po czym łagodnie przesunęła ostrze po unaczynionej części nadgarstka, wokół którego owinęła nić czasu. Na szczęście pieniędzy z puli starczyło jeszcze na siatkę pomarańczy i parę gałek muszkatołowych. Uwolniłem pomarańcze z sieci, w której oka schwytałem rekina żelaznego odciągając go od jej ciała. Pomarańcze z chlupotem wpadły do wanny, a ja przesunąłem koralik o czterysta lat wstecz i odparłem:
-W ostatniej chwili przypływa holenderska fregata i łapiąc rekina w sieci ratuje ci życie. Mamy połowę siedemnastego wieku, a ty wracasz właśnie z wyspy Ran w archipelagu Moluki, skąd odebrałaś ładunek bezcennej gałki muszkatołowej, która ponoć leczy dżumę.
Z kartki, na której była mewa szybko złożyłem czapkę-statek, wrzuciłem do niego trzy gałki i umieściłem na jej głowie, a ona na to:
-Z wyspy Ran wyruszyłam już tydzień temu, wnioskując z tych siedmiu pomarańczowo wschodzących słońc, które podgrzewają morze.
Odkręciła kurek z gorącą wodą. Ja wyciągnąłem jedną pomarańczę i przekroiłem nożem w połowie.
- Jedno słońce wyssij sobie na szkorbut, żeby ci zęby nie uciekły w drodze powrotnej przez Malediwy.
M ugryzła połówkę i krzyknęła w dal
-Zaczekaj na mnie jeszcze chwilę, o schorowana Europo!
Zanużyła głowę w wodzie zostawiając papierowy statek na jej powierzchni
-A co mi tam, w aneksie do kazania powiedziane było wszakże, że Błogosławieni ci, którzy zasypiają za dnia, bowiem przyśnią oni jawę śpiących na drugim końcu świata. Różnica stref czasowych chyba się zgadza, a mnie w życiu nie będzie stać na tak daleką podróż.
Zapłaciła złotówkę za każdy tysiąc kilometrów dzielący ją od celu, można więc było zakupić odpowiednią ilość soli jodowanej, którą wsypaliśmy do wanny pełnej ciepłej wody, by uzyskać występujące w Morzu Jawajskim stężenie trzydziestu dwóch promili. Objętość wanny odmierzaliśmy pięcio i sześcio litrowymi butlami po wodzie mineralnej wypełnianymi i opróżnianymi naprzemiennie, natomiast sól zważyliśmy na wadze, jako odważniki stosując podzielne na kostki stugramowe tabliczki czekolady . W łazience przykręciłem również mocniejszą żarówkę halogenową by lepiej odzwierciedlała okołorównikowe słońce i przysunąłem doniczkową palmę, by dawała namiastkę tropikalnego klimatu i cień od rażącej żarówki .
M rozebrała się i weszła do wanny.
- Ciepło, słono i błogo, zdaje się, że żadna katastrofa nie zmąci mi tej morskiej toni, potrzebuję jeszcze błękitu nieba i jakiegoś stworzenia na nim fruwającego.
Pośpiesznie wydrukowałem zdjęcie szybującej mewy, niebieskim flamastrem pokolorowałem niebo i przesunąłem powoli nad jej głową
-Ładnie, ale mógłbyś postarać się o coś bardziej kolorowego, rajskiego ptaka, albo jakiegoś kolibra z tamtych rejonów, wiesz, mewy zlatują się nawet do podrzędnych kałuż centralnej Polski, a ja niewątpliwie chcę być tam na Jawie i to teraz.
M przesunęła swój koralik na nici czasu do granicznego supełka oznaczającego chwilę obecną po czym napięła nić do granic wytrzymałości.
- Do tych nitek powinniśmy dodać jakieś interwały czasu przyszłego albo wręcz ustanowić całe szpulki po tej stronie, bo czuje się teraz jakoś ostatecznie, jakby coś miało się zaraz urwać. Widzę nawet rekina, który do mnie raczy podpływać
Istotnie z powierzchni wody wynurzył się kształt rekiniej płetwy, było to ostrze noża zbliżające się do jej dłoni.
-Niech się mu przyjrzę, to Carcharhinus Ferrus - rekin żelazny, mały, niepozorny i krwawy morderca milionów ludzi i zwierząt, ale z mojej perspektywy nie wygląda wcale groźnie, daje się nawet pogłaskać.
Kredką do oczu namalowała na nożu ślepia, paszczę i skrzela, po czym łagodnie przesunęła ostrze po unaczynionej części nadgarstka, wokół którego owinęła nić czasu. Na szczęście pieniędzy z puli starczyło jeszcze na siatkę pomarańczy i parę gałek muszkatołowych. Uwolniłem pomarańcze z sieci, w której oka schwytałem rekina żelaznego odciągając go od jej ciała. Pomarańcze z chlupotem wpadły do wanny, a ja przesunąłem koralik o czterysta lat wstecz i odparłem:
-W ostatniej chwili przypływa holenderska fregata i łapiąc rekina w sieci ratuje ci życie. Mamy połowę siedemnastego wieku, a ty wracasz właśnie z wyspy Ran w archipelagu Moluki, skąd odebrałaś ładunek bezcennej gałki muszkatołowej, która ponoć leczy dżumę.
Z kartki, na której była mewa szybko złożyłem czapkę-statek, wrzuciłem do niego trzy gałki i umieściłem na jej głowie, a ona na to:
-Z wyspy Ran wyruszyłam już tydzień temu, wnioskując z tych siedmiu pomarańczowo wschodzących słońc, które podgrzewają morze.
Odkręciła kurek z gorącą wodą. Ja wyciągnąłem jedną pomarańczę i przekroiłem nożem w połowie.
- Jedno słońce wyssij sobie na szkorbut, żeby ci zęby nie uciekły w drodze powrotnej przez Malediwy.
M ugryzła połówkę i krzyknęła w dal
-Zaczekaj na mnie jeszcze chwilę, o schorowana Europo!
Zanużyła głowę w wodzie zostawiając papierowy statek na jej powierzchni
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz