wtorek, 21 stycznia 2014

cienie piesków

Przesunąłem swojego pionka na Ateny, a koralik na czterysta lat przed naszą erą, po czym wyszedłem z mieszkania i udałem się na ruchliwy bulwar naszej stolicy, chcąc zarobić parę groszy metodą filozofa-żebraka. Podchodzę więc do czekającego na coś jegomościa i pytam:
-Przepraszam pana najmocniej, ale czy wiedząc, że na świecie jest siedem miliardów ludzi, zdaje pan sobie sprawę, że w tej samej chwili nie tylko pan robi dokładnie to co pan robi i myśli dokładnie to co pan myśli.
-Chyba tak, choć wcześniej o tym nie myślałem, to musi być fakt wynikający z natury prawdopodobieństwa.
- W rzeczy samej, dajmy na to, że pan ze swojej dłoni robi małego pieska i rzuca jego cień na chodnik. Proszę spróbować
Jegomość składa dłoń i poczyna poruszać paszczą cienistego zwierzęcia
- O to chodzi?, potrafię jeszcze kaczuszkę i krokodylka
- Piesek wystarczy, podejdźmy do sprawy cynicznie. Teraz proszę sobie wyobrazić , że jest osoba , która w danym momencie, gdzieś tam w szerokim świecie naśladuje pańskie ruchy i myśli, czyli również robi sobie z dłoni pieska.
-Jest, wyobraziłem sobie, możemy założyć, że taka osoba istnieje
-Świetnie, teraz proszę sobie uzmysłowić, że różnica między panem a tą osobą polega na tym, że ona znajduje się aktualnie w ciemnej piwnicy, a cień jej pieska nie jest wywołany słońcem, lecz światłem z paleniska w małym piecyku na węgiel, drewno, lub jakiekolwiek inne śmiecie.
-Rozumiem, ja jestem na powierzchni, a on, lub ona gdzieś pod nią
-Pięknie, zauważył pan różnicę poziomów między insolowaną antroposferą, a  hipotetyczną zatęchłą piwnicą  pańskiego odpowiednika znajdującą się bliżej środka planety, jak również to, że ten ktoś może mieć płeć zależną od tego czy jest człowiekiem czy osobą, nim, albo nią. Teraz proszę wyobrazić sobie, że zbliża się pan do słońca. Jak na to zareaguje cień pańskiego pieska?
-Naturalnie będzie za mną po chodniku pomykał
- Czy nie należałoby powiedzieć "Przede mną", bo skoro pan idzie ku słońcu, widząc jednocześnie pieska to czyż nie porusza się pan plecami zwrócony do słońca, mając pieska właśnie przed sobą, a nie za sobą.
Jegomość wypróbował omawiany ruch, stwierdzając:
-Rzeczywiście, paradoksalnie jest tak jak pan mówi
-A co dzieje się wtedy z pieskiem tamtej drugiej osoby?
Zastanowił się chwilę po czym odparł:
- Powiększy się, w miarę zbliżania się do piecyka, cień pieska będzie coraz większy
- Właśnie, piesek synchronizującego się z panem człowieka osiągnie wielkie rozmiary, całą ścianę i w końcu prawie całą piwnicę, będzie tak duży, że biedaczek mógłby się nawet go przestraszyć
-Bez przesady, nikt nie boi się cienia własnej dłoni
- Nawet jeśli piesek go nie przestraszy, to na pewno człowiek ten poparzy rękę przystawiając ją zbyt blisko płomieni. Proszę o tym pomyśleć robiąc kolejny krok w stronę słońca, które wciąż będzie oddalone o sto pięćdziesiąt miliardów kilometrów i  na pewno nie zrobi panu krzywdy.
- Że niby, kiedy ja się za bardzo do słońca zbliżę, to on poparzy się ogniem z piecyka? Dobrze rozumiem?
-Mniej więcej tak mogłoby się zdarzyć. Należałoby się wtedy zastanowić ile wart jest każdy z palców tworzących głowę pieska
-Zaraz, zaraz. Czy pan przypadkiem nie insynuuje, że ja miałbym być odpowiedzialny za poparzone palce tego drugiego, lub tej drugiej, co jest teraz w piwnicy?
Skądże znowu. Proponuję jednakże przykładowo nadać każdemu  palcu wartość jednego złotego i oddać się kontemplacji sumy, którą dadzą panu dwie dłonie.
-OK, mam akurat dziesięć złotych w papierku
Pyszczkiem pieska wyciągnął banknot z portfela i wystawił go na mój widok
-Tak to połączeni być możemy plotącymi się sympatycznymi nićmi, a żaden los nie jest wyizolowany od reszty i żaden piesek od swojego pana
Złapałem pyszczkiem własnego pieska za drugi koniec banknotu
-Czy pan i pana piesek przypadkiem nie sugerujecie, że chcielibyście tę dyszkę dostać bardziej niż ja jej potrzebuję
Mówiąc to poruszał pyszczkiem pieska, jakby delikatnie kąsając pieniążek, ja uczyniłem to samo
-Czy dziwi pana taka perspektywa, którą łatwo pomylić z żebractwem?
-Dziwi mnie raczej namacalność zależności mojej gęby od gęby mojego pieska, dziwi mnie również to że tak naiwnie wysłuchałem pańskiej historii, tylko po to żeby teraz podłożyć się panu z tym banknotem
-Czyli uzyskał pan wgląd w dalsze losy naszej bądź co bądź konfrontacji, potrafi pan teraz przewidzieć, co stanie się z tym co rusz kąsanym pieniądzem, z którego jednak  jeszcze nic nie ubyło
- Potrafię o tyle o ile pański piesek zdoła mnie przekonać, dlaczego jemu należy się ta dycha, należąca w końcu do mnie.
-Może próbą ognia? Ma pan zapalniczkę?
-Mam (wyciągnął)
-Proszę ją zapalić (zapala) a teraz proszę pomyśleć, w którym miejscu podłożyć płomień, czy pod moją dłonią?
-Nie, po co miałbym pana oparzyć, pod moją tym bardziej, to bezsensu
- W takim razie proszę podłożyć pod banknotem, żeby spłonął i by nikt nie mógł z niego skorzystać
Przesuwam jego dłoń, ale on gasi płomień
- Naturalnie tego też nie zrobię
-Więc teraz moja kolej
Zabieram zapalniczkę, zapalam i podsuwam ogień pod jego palce, natychmiast puszcza dziesięciozłotówkę, a ja odchodzę o nią bogatszy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz