czwartek, 30 stycznia 2014

konanie Buddy


B-Wszystkie uwarunkowane zjawiska mają nietrwałą naturę , więc niestrudzenie praktykujcie dalej.
 Czy to możliwe, że tylko tyle mogę powiedzieć moim naśladowcom?  To przecież żaden wniosek, żadna odpowiedź, jedno nie wynika z drugiego, a drugie nie ma wpływu na pierwsze, jakże bezradny jestem w obliczu końca.
J-Żałosny jesteś Siddartho, Buddo oświecony w tych ostatnich chwilach swojego wielkiego żywota, opasły i zdziadziały, odkrywasz na nowo starość, chorobę i śmierć, jak wtedy, gdy uciekłeś z naszego pałacu
B-To ty Jasodharo kochana? To twój głos słyszę z zaświatów? Powiedz miłości moja jak tam jest? czy narodziłaś się już na nowo?
J-Nic ci do tego złotousty hipokryto. Ty przecież i tak wiesz wszystko najlepiej, czy nie poznałeś już wszystkich prawd? Bo takie o tobie krążą ploty. To Budda, mówią, ten który pojął istotę wszechrzeczy
B-Ludzie za zwyczaj szanowali mnie bo umiałem im wyjaśnić to i owo- zawsze byłem w tym dobry
J-to wyjaśnij mi świnio, dlaczego porzuciłeś swoją żonę i syna, dlaczego chcąc zrozumieć cierpienie musiałeś poddać mu najbliższe ci osoby?
B-Musiałem, asceza wydawała mi się wtedy jedyną drogą, jedyną skuteczną metodą na dojście do oświecenia
J-Asceza tak? chyba dawno z niej zrezygnowałeś, co? Spasłeś się tak, że twój brzuch cię wyprzedził, bo oboje wiemy doskonale dlaczego nazwałam cię świnią. Przyznaj się, że zeżarłeś ten ochłap zgniłego wieprza 
B- Tak, zjadłem to mięso, zwyczajnie z głodu
J-Gówno prawda, że z głodu, z obżarstwa, od lat twoi poplecznicy wciskają ci najlepsze żarcie, byle tylko wielce oświecony rad był i częstował ich jakimś mądrym słowem albo tym swoim zrównoważonym uśmieszkiem, ale w końcu trafił się jeden, który zbyt długo czekał na ciebie ze swoim darem, tak długo, że dar zdążył się popsuć
B- Rzeczywiście dziwnie to pachniało
J-A mimo to zeżarłeś to ścierwo, bo nie sądziłeś, że może ci zaszkodzić, uwierzyłeś pewnie, że nic ci już nie może zaszkodzić, skoro pławisz się w nirwanie, a tu proszę, niespodzianka, Budda się rozchorował i znaczy swoją drogę na szczyt cuchnącymi plamami wymiocin
Budda zaczyna głośno mantrować trzymając się za brzuch
J-Nie próbuj mnie zagłuszać mantrami, których znaczenia od dawna już nie rozumiesz, w tym wcieleniu mówimy po polsku, mój kochany mądralo, pamiętasz coś jeszcze z tych twoich prawd, do których kiedyś doszedłeś?

Budda siedzi pod drzewem i wymienia prawdy wyliczając je na palcach, wokół niego krąży dzika Mara i wtrąca się by mu przeszkodzić
B-Istnieją cztery szlachetne prawdy
(M-czwarta)Aby uwolnić się od cierpienia przyjmuję (M-zaniechaj):
właściwy pogląd (M-głupcze), właściwe postanowienie (M-porzuć), właściwą mowę (M-słowa), właściwe działanie (M-uciekaj), właściwy żywot (M-przed śmiercią), właściwe dążenie (M-zamilcz), właściwe skupienie (i nie myśl), właściwą medytację
M- Jakiesz to wszystko było właściwe, najwłaściwsze z właściwych, a trzecia prawda?

B-Aby cierpienie wygasło, musi nastąpić:
 całkowite zaniknięcie (M-Jest) i ustanie (M-żywe), wyrzeczenie się (M-twoje), zaniechanie (M-ciągłe), wyzwolenie (M-wiążące cię), puszczenie (M-uściskiem) pragnienia (M-pragnienie, łaknienie, pożądanie, a jak brzmi druga prawda?)

B- Cierpienie powstaje z
 Pragnienia,tworzącego dalsze stawanie się (M-osiągnąłeś pełnię) , tworzącego namiętność i zachwyt (M-kochają cię i czczą), znajdującego rozkosz to tu, to tam (M-gdziekolwiek zawitasz) – pragnienia zmysłowej przyjemności (M-obdarowują cię i nagradzają), pragnienia stawania się (czy już umiesz stać się), pragnienia niszczenia się (M- nieśmiertelny).

M- a pierwsza prawda? dalej dukaj

B-
Narodziny są cierpieniem (M-od początku), starzenie się jest cierpieniem (M-przez lata) , śmierć jest cierpieniem (M-aż do końca); rozpacz, lament, ból i napięcie są cierpieniem (M-skazywałeś) ; rozłąka z upragnionym jest cierpieniem (bliskich) powiązanie z niechcianym jest cierpieniem (na cierpienie);  ; nie osiągnięcie pożądanego jest cierpieniem (M-zawiodłeś).

B- Wiem, popełniłem błąd i popsułem mechanizm koła Dharmy, trzeba było zostawić tę świninę psu, a samemu najeść się wołu, jako szczur przewodnik reszty zwierząt mogłem przewidzieć, że to się źle skończy, Wybacz piękna Jasodharo, że okazałem się głupim zwierzęciem.

J- Ależ to bardzo dobrze, że cierpisz, uwziąłeś się na istotę cierpienia, więc musiało cię w końcu dopaść. I proszę nie porównuj się ze zwierzęciem, bo życie każdego zwierzęcia składa się tylko z zaspokajania pragnień. Ty, mój jaśnie oświecony jesteś jak posąg, który swoim ciężarem tłumi wszelkie namiętności, zobacz jak zostaniesz zapamiętany
J pokazuje B drewniany posążek Buddy
J-Gruby i twardy jak pień drzewa, pod którym stałeś się Buddą i uśmiechnięty, jakbyś nie tylko ugasił cierpienie, ale i zaznał szczęścia?
J uderza B w głowę posążkiem
J- Szkoda, że artyści nie uwiecznią cię w tej chwili, skręcającego się z bólu z chorym grymasem na tym świętym obliczu
 Pamiętasz jak po latach odwiedziłeś mnie na na chwilę, a ja wierzyłam, że wróciłeś na dobre i chwyciłam twoje stopy, byś już nie mógł nigdy odejść, myślałam, że oto spełnia się moje największe pragnienie, a potem dowiedziałam się że pragnienie jest niewłaściwe, że przywiązanie jest niewłaściwe, a co miłością? Już wtedy byłeś zbyt wielki by zauważyć, jak bardzo bez ciebie cierpię. A skoro nie mogłam żyć przy tobie, jedyną drogą było naśladowanie twoich błędów, tak twojego bełkotu, którego uczyłam się na pamięć, bo nijak nie mogłam go pojąć. I wiesz co? w końcu mi się udało, nie cierpię, niecierpię cię ty nieczuły worku sadła zatknięty na szczycie wielkiej góry, jesteś tak ciężki, że niebiosa zdają się kręcić wokół ciebie. Może w następnym wcieleniu będziemy już kwita, jakoś się rozliczymy i wtedy ci wybaczę.  A propos pamiętasz kwiaty, które ci podarowałam we wcześniejszym życiu? Pięć kwiatów za obietnicę małżeństwa, pamietasz?

B-Dotrzymałem jej, byliśmy mężem i żoną, mamy syna
J- Tak dotrzymałeś, ale cóż począć kiedy wszystkie zjawiska uwarunkowane mają naturę nietrwałą, prawda? . Może trzeba było dać ci wtedy nie pięć, a dziesięć kwiatów, byś w następnym wcieleniu raczył mnie nie porzucać
J podnosi obie dłonie, 10 palców, po czym zaciska je w pięści i uderza B w brzuch 10 razy, B wymiotuje., zaczyna zmierzchać

J-Dobrze ci tak, musisz wyrzucić z siebie zbędny ciężar, by stać się lekkim i wznieść się do gwiazd, które właśnie zaczynają do ciebie migotać
 B patrzy w niebo

B-O, wytępić ślad gwiezdnej z błękitem łącznicy!
Wymknąć się zwinnym sidłom pustej tajemnicy!
Stracić z oczu brzeg niegdyś znajomej rozpaczy!
Umrzeć, dopóki jeszcze śmierć trwa i coś znaczy!»

B umiera między dwoma drzewami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz