poniedziałek, 14 kwietnia 2014

smoke babelski

Wahaliśmy się na huśtawkach w północno-wschodnim przedmieściu Londynu. Kiedy skończyliśmy referować plany zagospodarowania kolejnych paru godzin liczonych w strefie czasowej Greenwich, naszym neuronom zaczęło brakować nikotyny. Wiola postanowiła wspiąć się na szczyt najwyższego w okolicy budynku, by stamtąd dostrzegać pojawiające się w okolicy dymy palonych papierosów. W razie wykrycia palacza zrzucała nam czekającym na dole kamyk z opisem miejsca palenia, lub drogi, którą przemieszczać się miał namierzany papieros. W takim układzie musieliśmy jedynie ułożyć możliwie najgrzeczniejszą formułę prośby o poczęstunek i skierować ją do hipotetycznego darczyńcy. Tego typu operacja musiała być wykonana bardzo szybko, ze względu na krótki czas spalania szluga, więc kiedy spadający kamyk znikał w krzakach, lub rozłupywał się o chodnik, szanse na powodzenie akcji malały do zera. W ciągu dwóch godzin udało nam się wyprosić jedynie  trzy papierosy, które niezwłocznie spaliliśmy, stając tym samym w obliczu gniewu złaknionej dymu Wioli, która zeszła na dół po nowe kamyki..
Wiola- Fuck you wankers, ja tam na górze męczę zmysły, żebyście wy sobie wszystko pospalali. Skoro wyżebraliście trzy fajki, trzeba było jedną dla mnie zostawić, to elementarna przyzwoitość nakazuje, nieprawdaż?
Ja- Jako rekompensatę mogę oddać ci mój egzemplarz książki "Cigarettes" traktującej o wszelkich przyczynach, metodach i konsekwencjach palenia. Znajdziesz tu smakowite grafiki dymu i przekrojów układu oddechowego, jest nawet rozdział poezji nikotynowej i kilkanaście stron przeznaczonych do skręcania mahory. Papier jest dostatecznie cienki, a ponadto wypełniony zdaniami doskonale nadającymi się do wdychania i wydychania np. "z ciągle powtarzanych błędów stylistycznych tłumacz się tylko w obcym języku", albo "należy cieszyć się choćby dlatego, że zamiast powietrza nie przyszło nam doświadczać betonu".
Wiola chwyciła książkę, położyła na chodniku i usiadła na niej z niesmaczną miną. Łajzer wykruszył resztkę tytoniu z ostatnich milimetrów niedopałka i posypał nim czubek swojego języka.
Łajzer- Ta metoda ze zrzucaniem kamieni jest niewspółmiernie do naszego zapotrzebowania niewydajna, powinniśmy porzucić ten przyczółek i ruszyć w miasto, a najpierw zatwierdzić pospolitą zmianę planu postępowania z czasem. Kto jest za?
Zagłosowaliśmy, ja i Łajzer byliśmy za. Wiola wstrzymała się tłumacząc, że bez faji w gębie nie będzie zastanawiać się nad słusznością zmiany. Dopiero gdy parę kroków dalej pojawił się podstarzały ciemnoskóry palacz, podeszła do niego i kłaniając się zapytała:
Wiola- Excuse me sir, woud you be so kind to offer me one of your cigarettes and save me from an extremly irritating nicotine hunger?
Murzyn wyciągnął papierosa z paczki, delikatnie zgiął go wokół palca w mały haczyk i podał Wioli, mówiąc: I hope you don't mind smoking a bend one
Wiola- Not at all, the tip of my nose needs warming up anyway.
Staruszek przez dłuższą chwilę przyglądał się z podnieceniem, jak Wiola tli zagiętą końcówkę peta tuż przy swoim nosie.
Łajzer- Podle sadyzujący zboczeniec, pewnie chce żeby Wiola się poparzyła
Wiola- A ja myślę, że to próba żartu odnoszącego się do naszej polskości, krzywiąc skurwił papierosa by sięgał do nosa, i o ten rym po polsku jedynie możliwy mu chodziło, am I right?
-Istotnie, taki właśnie był mój zamysł, - odparł murzyn nieskazitelną polszczyzną

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz