poniedziałek, 10 lutego 2014

Luna cani deus est

Psy wyją w kierunku księżyca słowo Łuuuuuu czyli tylko pierwszą sylabę słowa Łuna -jednego z imion Księżyca, a czynią tak ponieważ całe słowo jest dla nich zbyt odległe i nieuchwytne. Analogicznie, używane przez ludzi słowo Jah jest pierwszą sylabą tetragramowego Jahwe-jednego z imion Boga

Psia sztuka sakralna w postaci wykopywanych w ziemi dołów, to nic innego jak właśnie próba odzwierciedlenia księżycowych kraterów. Uważa się że pies medytujący w wygrzebanym własnołapnie legowisku doświadcza namiastki księżycowej boskości na Ziemi
 
Władze radzieckie w ramach ideologicznej walki z wszelką religią wysłały na orbitę okołoziemską wywodzącą się z psiej biedoty towarzyszkę Łajkę. Miała ona za zadanie odwrócić uwagę zamieszkujących cały blok socjalistyczny psów i sobaczek od tradycyjnego Boga Łuny i skierować ją na siebie, krzewiąc tym samym nowy egalitarny kult Suki proletariuszki (którego prapoczątki według niektórych kynoteologów sięgają jeszcze czasów Wilczycy-matki Romulusa i Remusa) . Do dziś tysiące psów ateistów wyją w kierunku sztucznych satelitów słowo Łaaaaa jak Łajka, księżyc natomiast traktują jak obiekt dziwiący co najwyżej szczenięta, a nie jak boga któremu należy oddawać cześć. 
 
Chociaż ludzie świadomi ogromnego oddziaływania Księżyca na psy, trzymają je z dala od wszelkich sprowadzonych na Ziemię jego odłamków (zakazy wprowadzania psów obowiązują we wszystkich muzeach astronautyki i kosmonautyki) to wśród amerykańskiej społeczności psów rasowych żywa jest wciąż legenda o pewnym niezrównoważonym psychicznie psie o imieniu Loony należącym niegdyś do Alana Beana- astronauty z Teksasu, któremu przyszło w roku 1969 postawić stopę na Księżycu. Bean załapał się na lot Apollo 9 dzięki śmiertelnemu wypadkowi lotniczemu, któremu uległ jego poprzednik. Najstarsze teksańskie psy twierdzą, że ogarnięty księżycową obsesją Loony zniknął na parę dni przed feralnym wypadkiem, a tuż przed odlotem pracownicy służby naziemnej lotniska widzieli psa odpowiadającego jego rysopisowi, krzątającego się przy samolocie, który parę godzin później miał się rozbić. Kiedy Bean oznajmił rodzinie, że poleci na Księżyc, Loony zaczął wyć i wył bez przerwy przez tydzień aż do zdarcia strun głosowych. Bean najwyraźniej w końcu pojął istotę szaleństwa swojego psa, bo przemycił dla niego księżycową bryłkę wielkości piłki bejsbolowej, by ten mógł się nią nacieszyć. Jednak Loony tylko chwycił ten boski dar w swoje szczęki i chwilę potem przepadł na zawsze. Najbardziej prawdopodobna wersja końca jego historii to śmierć od zębów bezpańskiego gangu, którego boss skruszył księżycową bryłkę, a jej odłamki odsprzedał za karmę i suczki, na biżuterię dla rasowej elity z Hollywood. Są też takie psy, które utrzymują, że gdzieś na teksańskiej pustyni z dala od ludzi żyją jeszcze potomkowie Loony'ego strzegąc boskiej skałki przed pielgrzymującymi w tamte strony kojotami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz