poniedziałek, 25 sierpnia 2014

List

Zdarzyło się  to podczas najciemniejszej nocy zeszłego roku, kiedy wszyscy moi towarzysze posnęli, a ja pilnowałem ognia poddając się jego hipnozie. Nie wiem jak długo  migotał mi w oczach, ale  zdążyłem wtedy przemknąć nieświadomie ponad odległe wody wielkiego oceanu. W ognisku dostrzegłem miasto samotnie płonące na niewielkiej wyspie  archipelagu Mikronezji, z której desperaci wystrzeliwali w niebo iskry rac ratunkowych i pośpiesznie rzucali na wiatr ostatnie listy spisane na płatkach popiołu. Dym wymusił z mojego oka łzę żalu za los wyspiarzy, a wtedy jeden z listów przykleił się do niej w taki sposób, że mogłem odczytać jego treść przez soczewkę powiększającą wytężonej kropli. Charakter pisma był niedojrzały, wczesnoszkolny, ale sens słów świadczył o przenikliwej mądrości autorki, która ledwie co nauczyła się  składać litery, a już przyszło jej dać świadectwo kresu jej samej i całego jej świata. List ten brzmiał następująco: Drogi przyjacielu z daleka, którego nigdy nie poznam, mam nadzieję, że umiesz już czytać i rozumiesz co do ciebie piszę i nie obrazisz się, że to co napiszę będzie smutne, a nie wesołe jak huśtanie na kolorowym łańcuchu, albo skaczące po wodzie kamienie, albo tresowany szczur mojego taty, który umiał jeść małym nożykiem i widelczykiem, a po obiedzie mył łapki w wiaderku na deszczówkę. Zostało mi za mało czasu, żeby powiedzieć o tym co lubię robić po szkole z moją koleżanką kiedy uda nam się zwędzić trochę kredy spod tablicy, za mało czasu  na całe osiem lat mojego życia i nawet nie wiem jak mogłabym zacząć, skoro to już prawie koniec, bo wszyscy wykrzykują, że to koniec, że umrzemy na węgiel. Mama wciąż płacze i powtarza te same smutne słowa beznadziejne, że aż nie chce mi się jej słuchać, tylko ją pogłaskałam, tak się robi, ona też mnie głaskała, jak płakałam, kiedy tata umierał, bo wylał całą krew z brzucha, bo rekin go ukąsił, bo wypadł z łódki, bo fala zakołysała, bo wiatr, bo zawsze jest jakieś bo, u ciebie też przyjacielu? Chyba tak, bo przeczytasz mój list, bo z wiatrem przyleci, bo ja go napiszę, bo zaraz umrę, bo wszystko płonie, bo całe słońce naraz poświeciło na moje miasto. Pan z telewizora powiedział, że na całym świecie zrobiło się ciemno i że tylko u nas jasno, ale że jasno jak w piekle, że najpierw zatliły się drzwi i łodzie, że zawrzał ocean, że drzewa i krzaki się zapaliły, że skóra i włosy, że lada chwila wszystko, że to, że tamto i wtedy telewizor się zapalił, chociaż był już zapalony, ale inaczej, a ja z mamą schowałyśmy się w chłodni na ryby, ale nawet tutaj już gorąco. Mama składa teraz ręce jak do klaskania i mówi ciągle- boże, boże-, a ja się jej pytam- bo co? że co?-, a ona sama nie wie,  chociaż tata jej mówił kiedyś, że boga nie ma, że poza faktem tylko powód i następstwo, bo nie inaczej. Ja nie wiem czy to coś znaczy, jestem za mała, ale nie myśl przyjacielu, że jestem głupia, bo piszę, że pójdę z dymem, bo dym z wiatrem może wszędzie, a ja już nigdzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz