Szept babci Irenki potrafił przebić się nierejestrowalnie przez kilkunastoosobowy tłum rozgadanych kolejkowców lub bibkowiczów i trafić prosto do ucha adresata nie gubiąc przy tym nastroju ani sensu. Tak właśnie usłyszałem ją na bankiecie wernisażowym w budynku opuszczonego dworca kolejowego dzielnicy Wyrzecze, która od czasu reformy wód śródlądowych niemal w całości znalazła się w korycie nowopłynącej rzeki Kłęki, prawego dopływu głębszej i wartkszej Odry granicznej. Wernisaż otwierał wystawę starych tablic szkolnych w różnych odcieniach zieleni, opatrzonych notatkami z ostatnich lekcji, które z ich pomocą przeprowadzono. Większość tablic uformowana była w klasyczne tryptyki, po których wiły się sinusoidy, sieczne stożków, wielomiany i odmiany części mowy, pytania do lektur, wzory, rodzaje gleb, daty krwawych starć i na wpół starte struktury pojedynczych atomów, wszystko to zdumiewało i zachwycało w granicach normy. Zbliżałem się właśnie do ostatniego eksponatu, gdy usłyszałem babcię Irenkę proszącą mnie o towarzystwo. Podszedłem do niej i zamiast powitania stuknęliśmy się dźwięcznie lampkami australijskiego rieslinga. Babcia ucałowała moje pochylone czoło uroczo zmarszczonymi ustkami, a do ucha skierowała wyzwanie:
-Zgadnij która moja
Dopiero przypomniało mi się, że Irenka była kiedyś nauczycielką, ale nie pamiętałem czego uczyła i wstyd mi było, że zgadłem dopiero za entym razem, że chodzi o tę ostatnią. Jej tablica była jednoczęściowa, stała oparta w najdalszym kącie dworca i z dala zdawała się być pusta, wytarta, dopiero z dystansu szkolnej ławki dojrzeć można było na niej kilkanaście białych kropek i smugę kredowego pyłu.
-Poznajesz?
-Wybacz babciu, ale nie poznaję
-Bo dyżurny na moje polecenie starł najwyraźniejszy element, trzydzieści siedem lat temu
Babcia dyskretnie wysunęła z rękawa kredę i dopełniła obraz jasnym punktem.
-Teraz widzisz?
-Widzę kochana, zapaliłaś Arctura w Wolarzu, a obok Wąż, Żyrafa, Psy Gończe i Korona północna, to kawałek kosmosu królowo, uczyłaś więc astronomii
-A gdzież tam
Przerwał nam elegancki człowiek, najwyraźniej zdenerwowany
-Przepraszam ale nie dotykamy tablic, a ta akurat jest najcenniejsza, pani coś zmieniła! Tego tu nie było, ale... Wielkie nieba, przecież to pani, przepraszam najmocniej, że jej nie poznałem, zaraz przyprowadzę mecenasa wystawy, bardzo chciał panią poznać.
-Proszę wszystkich przyprowadzić,akurat będzie pełna klasa, pragnę dokończyć lekcję, mam nadzieję, że tym razem nikt nie zemdleje przed dzwonkiem
-Oczywiście, to będzie piękna niespodzianka
Człowiek w smokingu zaczął anonsować Irenkę, a ona przeciągnęła dwa razy wszystkimi palcami dłoni po tablicy kreśląc pięciolinie i wysunęła z drugiego rękawa flet prosty. Miała przed sobą gwiezdne nuty, których wartość równała się jasności, a melodia układała się na śladach jej palców, nieziemska melodia, otwierająca wszystkim usta i cisnąca łzy. Kiedy babcia skończyła grać, pokłoniła się nisko, a kiedy pośród braw wyprostowała się, dłonią zasłaniała sobie usta, jakby nie chciała czegoś powiedzieć.
Pogotowie jechało długo na dawne Wyrzecze, więc babcia zdążyła zasnąć i na szczęście obudziła się po wypłukaniu z żołądka wszystkich tabletek. Długo nie odzywała się do nikogo, obrażona na całą planetę, ale kiedy usłyszała w radio swój kosmiczny utwór w wykonaniu chóru dziecięcego, uśmiechnęła się błyszcząc wszystkimi pięcioma zębami
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz