wtorek, 29 lipca 2014

zdarzycie się cz.2


-Znajduję co rusz sierpy twoich paznokci, zawsze w jakimś kącie, pod przykrywką porzuconej skarpetki, a nawet w pustej butelce na wzór ultradźwięcznej grzechotki. Masz w tym zasiewaniu swoich strzępów jakiś zamiar ponadhigieniczny, czy tylko za daleko ci do śmietnika
+Znaczę nimi miejscochwile ponawianych aktów pokory wobec upływającego mi świata. Składam wrodzony oręż żeby nie rozdrapywać swędzących przeciwności, nie ranić przy wskazywaniu palcem, dla twojego również bezpieczeństwa, poddaję się twoim szponom malowanym dając szansę w hipotetycznej konfrontacji
-Ostatnio biliśmy się o szczyptę niedopalonego tytoniu w czasach wielkiego kryzysu nikotynowego i rzeczywiście wygrałam, a ty płakałeś podrapany, dym wtedy smakował jakoś wznioślej i układał się w kształty wręcz patetyczne.
+Pamiętam, ryczałem nie z bólu a z nędzy i rozdygotania, obiecałem sobie nie dopuścić już nigdy przemocy między nasze wzajemności.
-A ja teraz na przykład bym twój niechlujny pysk chętnie ozdobiła fioletami właśnie za plugawienie pazurami naszego ciężkiego w utrzymaniu pokoju
+A przyjrzałaś się bliżej tym swoistym runom z mojej własnocielnie wytworzonej keratyny
-Zauważyłam, że z paznokci leżących pod łóżkiem ułożyłeś jakby osła, w każdym razie coś czworonożnego z uszami, w kącie za szafą stoi wyraźny stos wciśnięty między klepki, a w łazience pod mydłem znalazłam rodzaj wykrzywionej spirali
+Czyli jednak doceniasz te drobne dzieła, w które włożyłem część siebie i to jak najdosłowniej
-dostrzegam, nie doceniam, nie wyrzuciłam ich, bo chcę, żebyś sam to zrobił i to zaraz
+Czy ja się czepiam twojej kolekcji kłębuchów? A kulki do gry w dmuchanego z twoich włosów ze szczotki wyłuskanych, czyż nie trudno pożegnać się z odłamkami naszych ciał? W moich znakach kryje się głęboki sens: Pod łóżkiem jest krowa, nie osioł, znaczy mlekodajną płodność naszej pościelowej współprzenikliwości, która da nam wkrótce bachorka, za szafą jest szałasik chroniący nas przed bezwzględnym niebem, a pod mydłem duchowe katharsis, którego nijak nie potrafiłem zobrazować, więc wyszła spirala.
-W temacie katharsis to już wiem, że wygodniej ci odgryźć paznokieć niż oczyścić to co się pod nim zalęgło, ale ta metoda nie sprawdza się w wymiarze metamentalnym niestety. Przypuśćmy, że śladami twoich totemików podąża jakaś bestialska kreatura, której ty jesteś częścią, taką kończyną próbną, awantogonem swoistym do macania wszystkiego, czym mogłaby się zająć, gdyby jej wewnętrzna moneta woli akurat wylosowała adekwatny awers.
+Straszysz mnie dla draki czy za karę? W zaufaniu opowiadam ci moje koszmary, a ty wyskakujesz z jakąś potworną hipotezą, do której pasują jak... palce do uszu, o tak właśnie, nie słyszę cię już Drogo i śmieję się haha z tej niby bestii, która wcale...
-...wcale nie jest zmyślona! Ponadto zauważa zdegustowana, że czubek tej jej czujki się istotnie ubrudził i zużył! Odgryza więc końcówkę swojej metafizycznej sondy, która okazuje się stanowić twoją głowę Panie Słodki!
+Lalalala, głowa to nie jest byle paznokieć,
głów się nie odgryza, co najwyżej się nimi kiwa 
poza tym dam odgryźć sobie rękę aż po sam łokieć
jeżeli taka kreatura może być prawdziwa
-Wierszyki cię nie uratują przed lękiem o własną odrębność, nie ten poziom infantylności niestety. To wcale nie musi być potwór, to może równie dobrze być lawina, w której pełnisz rolę przewodniego kamyczka, albo otartej zapałki dla pożaru.
 +Czy to naprawdę musi się tak katastroficznie malować? Mamy przecież za sobą także miłe fakty, nie tylko błędy, proszę zobacz w tej spirali spod mydła pachnący kwiatek niezapominajki na przykład
-Zamiast wiru wciągającego nas w depresyjne szambo na przykład?
+ Właśnie. Może i próbuję się zminiaturyzować, do wymiaru ogarnialnego palcami, ukryć się po kątach przed chronicznym niedoborem środków i groźbą odgryzienia ze strony monstrum społecznej hierarchii. Być może znaczę tyle co te paznokcie i dla jakiejś wyższej metahigieny trzeba by mnie zutylizować. Być może sam się  na takiego wychowałem, ale nie mam z tego powodu ochoty na obalanie dogmatu o niezbywalnym sensie istnienia i będę się go doszukiwał choćby  w tej krzywiźnie twoich ust, co ją teraz uwydatniasz.
-Boisz się, co? Nie trzeba się bać tylko śmiało szukać nowego.Bo twoje znaki to podświadomie dosłowne wspomnienie naszych ostatnich wakacji: krowę z pastwiska zaciągnąłeś wtedy pod nasz leśny szałas, a nocą malowałeś jej mlekiem spiralny kształt naszej galaktyki, żebym przyjęła perspektywę jak najdalszą od naszych problemów materialnych
+Rzeczywiście, takie echo, ale przyznaj, że tamta wycieczka była udana na przykład
-Właściciel krowy uderzył cię sztachetą w łeb
+Pewnie dlatego dopiero teraz wszystko mi się przypomniało

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz