Zmęczone dzieci odłożyły na bok
łopatki i zaległy na śniegu. Po całym dniu pracy zaspa przyjęła
w końcu zaplanowany kształt piramidy.
-Zanieśmy ją do weterynarza, proszę
-Nie, trzeba nakarmić słońce, bo
inaczej umarniemy z zimna
-To ja się już nie bawię w Indian.
Chłopczyk odwrócił się i
powstrzymując płacz poszedł za swym długim cieniem w stronę
domu. Dziewczynka ze szczytu piramidy wygwizdała trzy nuty,
skupiając na sobie uwagę kolegów. Sikorka miała zwichnięte
skrzydło, więc bez oporu dała się ułożyć na ołtarzu z
pękniętej cegłówki, wydłubać sobie drżące serduszko nożykiem
i uciąć główkę, która stoczyła się pochyłą ścianą
budowli. Słońce błysnęło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz