Psy
wyją w kierunku księżyca słowo Łuuuuuu czyli tylko pierwszą sylabę
słowa Łuna -jednego z imion Księżyca, a czynią tak ponieważ całe słowo
jest dla nich zbyt odległe i nieuchwytne. Analogicznie, używane przez
ludzi słowo Jah jest pierwszą sylabą tetragramowego Jahwe-jednego z
imion Boga
Psia
sztuka sakralna w postaci wykopywanych w ziemi dołów, to nic innego jak
właśnie próba odzwierciedlenia księżycowych kraterów. Uważa się że pies
medytujący w wygrzebanym własnołapnie legowisku doświadcza namiastki
księżycowej boskości na Ziemi
Władze
radzieckie w ramach ideologicznej walki z wszelką religią wysłały na
orbitę okołoziemską wywodzącą się z psiej biedoty towarzyszkę Łajkę.
Miała ona za zadanie odwrócić uwagę zamieszkujących cały blok
socjalistyczny psów i sobaczek od tradycyjnego
Boga Łuny i skierować ją na siebie, krzewiąc tym samym nowy egalitarny
kult Suki proletariuszki (którego prapoczątki według niektórych
kynoteologów sięgają jeszcze czasów Wilczycy-matki Romulusa i Remusa) .
Do dziś tysiące psów ateistów wyją w kierunku sztucznych satelitów słowo
Łaaaaa jak Łajka, księżyc natomiast traktują jak obiekt dziwiący co
najwyżej szczenięta, a nie jak boga któremu należy oddawać cześć.
Chociaż
ludzie świadomi ogromnego oddziaływania Księżyca na psy, trzymają je z
dala od wszelkich sprowadzonych na Ziemię jego odłamków (zakazy
wprowadzania psów obowiązują we wszystkich muzeach astronautyki i
kosmonautyki) to wśród amerykańskiej społeczności
psów rasowych żywa jest wciąż legenda o pewnym niezrównoważonym
psychicznie psie o imieniu Loony należącym niegdyś do Alana Beana-
astronauty z Teksasu, któremu przyszło w roku 1969 postawić stopę na
Księżycu. Bean załapał się na lot Apollo 9 dzięki śmiertelnemu wypadkowi
lotniczemu, któremu uległ jego poprzednik. Najstarsze teksańskie psy
twierdzą, że ogarnięty księżycową obsesją Loony zniknął na parę dni
przed feralnym wypadkiem, a tuż przed odlotem pracownicy służby
naziemnej lotniska widzieli psa odpowiadającego jego rysopisowi,
krzątającego się przy samolocie, który parę godzin później miał się
rozbić. Kiedy Bean oznajmił rodzinie, że poleci na Księżyc, Loony zaczął
wyć i wył bez przerwy przez tydzień aż do zdarcia strun głosowych. Bean
najwyraźniej w końcu pojął istotę szaleństwa swojego psa, bo przemycił
dla niego księżycową bryłkę wielkości piłki bejsbolowej, by ten mógł się
nią nacieszyć. Jednak Loony tylko chwycił ten boski dar w swoje szczęki
i chwilę potem przepadł na zawsze. Najbardziej prawdopodobna wersja
końca jego historii to śmierć od zębów bezpańskiego gangu, którego boss
skruszył księżycową bryłkę, a jej odłamki odsprzedał za karmę i suczki,
na biżuterię dla rasowej elity z Hollywood. Są też takie psy, które
utrzymują, że gdzieś na teksańskiej pustyni z dala od ludzi żyją jeszcze
potomkowie Loony'ego strzegąc boskiej skałki przed pielgrzymującymi w
tamte strony kojotami.