wtorek, 16 grudnia 2014

rozmowa2

A-niska studentka
B-wysoki student
(przed szkołą A pali papierosa, podchodzi do niej B i kuca tak że ich głowy są na tej samej wysokości)

A-zniżasz się do mojego poziomu i myślisz, że to zabawne?
B=ja wiem czy zabawne? normalnie mam na tej wysokości serce, chciałem się jakoś zempatyzować, pocieszyć
A-to pocieszaj, tylko nie mów mi "głowa do góry"
B= kumam, z tak niskiej perspektywy cały czas trzeba ją podnosić nie?
A-jak chce się wzbudzić litość wystarczą same oczy, o tak
(B podnosi się i patrzy na A z góry)
B=faktycznie działa, biedna mała dziewczynko, uwalona przez pana...
A-ani słowa o tym człowieku, pokazałam coś co jest dla mnie ważne, głębokie, uniwersalne, a dla niego to był bełkot, rozumiesz? jak chcesz mnie podnieść na duchu to powiedz, że to nie był bełkot
B=dla mnie brakowało akcji
A-akcji? jasne, kto chce słuchać rozmów o sensie życia? lepiej się rżnąć ile wlezie
B-w jakim sensie rżnąć?
A-w dwojakim, po co człowiekowi głowa, skoro...
B=skoro co?
A-chcesz akcji? będzie akcja
(wchodzą na halę A siedzi na ramionach B, z jej wysokiej perspektywy widać przyglądających się im ludzi m. in Pawła)
A-Paweł, pożycz linijkę
P>po co ci?
A-Chcę coś wymierzyć
(paweł daje jej długą linijkę)
B= pan profesor stoi przy schodach i gada z dziekanem
A-dobra, na sygnał "wio" rozpędzasz się do galopu, potem do cwału, mijasz go z lewej, a ja..
B=głowy mu raczej nie zetniesz, a ze szkoły możesz wylecieć
A-obowiązkiem bohatera nie jest zwycięstwo, lecz wywołanie emocji, wio!
(w zwolnionym tempie A galopuje na B przez halę wymachując linijką jak mieczem, wybiegają z kadru)




czwartek, 4 grudnia 2014

rozmowa 2min

(A i B podbiegają do wrót kościoła, którego na razie nie widać)
B- średnio nas stać na ten lokal, rozmawiałaś z właścicielem?
A- powiedział tylko dwa słowa po włosku -offerta grassetto [śmiała oferta] i jakby się zaśmiał, ale zawsze możemy się rozejrzeć
(wchodzą do środka w przedsionku widać dwie misy z wodą święconą)
A- to musi być łazienka, są aż dwie umywalki
B- (puka w misę) kamień, można się w niej kąpać i się  nie zarwie jak ceramiczna
(B próbuje wejść do misy)
A-nie teraz, zobaczmy najpierw salon
(wchodzą do nawy głównej)
B-strasznie wysoki strop, przydałaby się jakaś antresola
A- mi się podoba jak jest, tylko ściany i sufit przemalowałabym na ciepły pomarańcz
(A ciągnie B za rękę do konfesjonału)
B-czynsz musi być niebotyczny
A-ale za to klimat jest nieziemski, patrz, tu bym się przebierała (wchodzi za zasłonę konfesjonału)
B- a ja bym cię podglądał (patrzy na nią przez kratkę)
A- naprawdę?
B-tak, tylko nie koniecznie teraz, są piękne, ale schowaj je, bo się przeziębisz
(A wychodzi z konfesjonału zapinając bluzkę, razem idą pod ołtarz
 (A rozgląda się po kościele)
A-jakbyśmy robili przyjęcie to zmieszczą się chyba wszyscy ludzie, których w życiu poznaliśmy,
B- tylko stół trochę za mały
(patrzy na ołtarz)
A-to nie jest stół tylko łóżko, wystarczy zdjąć zastawę, położyć materac, kołdrę puchową, poduszki
B- a to? (wskazuje na krzyż z chrystusem, nie pokazany)
A-może wieszak? prawy gwóźdź na twoją kurtkę, lewy na mój płaszcz (zbliżenia na gwoździe na krzyżu)
B-a dolny?
(A uśmiecha się, wyciąga z siatki chleb, kołysze jak noworodkiem)
A-na dolnym będzie wisiał kubraczek naszego potomka, jak tylko się urodzi i podrośnie (całuje chleb w czółko)
B- mogę?
A- ale ostrożnie
(B bierze i podnosi chleb do góry jak noworodka/hostię)
B-jak go nazwiemy?
A-jakkolwiek, byle ładnie
(plan ogólny, A i B przed ołtarzem, muzyka Magnificat Monteverdiego)