Trzy cale nad mapą pewnej europejskiej stolicy bóg umieścił szybę i wysypał na nią pół ćwierci uncji najczystszej kokainy, Leżący na trawie w parku szaman zobaczył na niebie chmurę, z której zaczęły wyłaniac się wieszczne człekokształty. Rogiem bezlimitowej karty kredytowej bóg wyrył w proszku jak przez kalkę rysy twarzy szamana i zaczął zwijać w rulonik zielony portret Benjamina Franklina.
-Boże, przecież to ja, czemu zawdzięczam ten chmurny portret, dzieło twojej zmyślnej dłoni?- zawołał bezgłośnie szaman.
- Doigrałeś się psie nietresowany, wchłonę teraz twoje ciało eteryczne, a tymi za to podziękujesz i obiecasz posłuszeństwo- bóg przytknął rulon do nosa i wciągnął kokainową chmurę znad głowy szamana, który poczuł nagły brak powietrza i duchowe kalectwo.
-Dzięki ci boże za tę sprawiedliwą karę, zrobię co tylko rozkażesz.
-Pójdziesz teraz nad rzekę i z mostu wskoczysz do niej, wykąpiesz się by pozbyć się smrodu, który czuć na tysiące mil.
Szaman bezwiednie wstał i ruszył w stronę brzegu. Na ulicy zauważyła go bogini , chwyciła za włos i obróciła w stronę sklepu z zabawkami.
-Przyda ci się piłka, żeby nie utonąć w rzece.- szepnęła
Szaman podszedł dyskretnie do stoiska z piłkami i wsunął sobie jedną pod sweter. Bogu umknął ten fakt, bo zajęty był szukaniem figurki psa wielkości palca, wśród swoich zabawek. Kiedy wreszcie ja znalazł, poszedł do kuchni wypełnić kranówką żeliwny garnek. Szaman spotkał na moście płaczącą kobietę w ciąży.
-Dzisiaj skaczę zamiast ciebie.- powiedział opierając dłoń na jej ramieniu. Spojrzeli wzajemnie na swoje nadęte brzuchy i uśmiechnęli się do siebie. Dziewczynka ukryta w macicy kobiety włożyła swój noworozwinięty kciuk do buzi, miała na imię Gaja. Szaman skoczył, kiedy bóg wrzucił figurkę psa do pełnego garnka i zaczął energicznie mieszać łyżką w wodzie. Piłka utrzymywała szamana na powierzchni mimo wciągającego go wiru i zmieniła się pod swetrem w całą planetę. Zmęczony mieszaniem bóg wyzwał boginię od kurew, a ocean spokojny ocieplił się od przytulonego doń brzucha szamana.